The Bridgerton

Trzech braci, panna i układ, czyli jak wydać hrabiankę za księcia

Romanse, intrygi, pikantne plotki i miłość, która wchodzi bez zaproszenia, czyli Mój książę Julii Quinn

Jeśli myślisz, że w czasach, gdy miraże małżeńskie układały rodziny, a bale i pojedynki były codziennością socjety, łatwo było wydać się za mąż, to … Mój książę Julii Quinn przychodzi, by uprzejmie, acz stanowczo wyprowadzić cię z błędu.

O czym jest powieść „Mój książę”?

Daphne Bridgerton jest 4 z 8 dzieci i najstarszą córką wicehrabiny Violetty Bridgerton, czyli pierwszą szykowaną do małżeństwa.

To jej drugi sezon, a cierpliwość socjety bywa krótsza niż lista sensownych kawalerów, którą przygotowała jej matka.

Może i jest dobrze wychowana — dokładnie taka, jaka powinna być idealna panna na wydaniu: miła, rozsądna i… niezwykle szalona.

Nie przebiera w słowach:

Ta kobieta napisała po prostu, że jest pan strasznym rozpustnikiem, czemu pan na pewno nie zaprzeczy, bo już dawno temu przekonałam się, że mężczyźni marzą o tym, żeby uważać ich za rozpustników. (cyt. Mój Książę J. Quinn)

Na utarczki słowne nie pozostaje obojętna i skrzętnie szykuje cięte riposty. Ponadto jeździ konno po męsku — w bryczesach — i potrafi przywalić w nos tak solidnie, że powala nachalnych zalotników jednym ciosem.

„Przez kilka sekund oboje stali zapatrzeni w leżącego mężczyznę.
— Wcale nie uderzyłam go tak mocno — stwierdziła w końcu.
— Może za dużo wypił.
Zrobiła niepewną minę.
— Tak pan sądzi? (cyt. Mój Książę J. Quinn)

Daphne czuje się kompletnie ignorowana przez potencjalnych kandydatów na męża, ale nie dlatego, że jest mało atrakcyjna, czy zamożna. Jak twierdzi:

Nie wyszłam za mąż, bo wszyscy widzą we mnie tylko interesującą rozmówczynię. Dla nikogo nie stałam się obiektem romantycznych uczuć. (cyt. Mój Książę J. Quinn)

Totalna tragedia towarzyska — przynajmniej w jej oczach. W rzeczywistości za jej marną passą matrymonialną stoją ukochani bracia: Anthony, Colin i Benedict, którzy z zapałem godnym obrony twierdzy odstraszają kolejnych zalotników.

Tymczasem Simon Basset, książę Hastings — przystojny, bogaty i uznany za najlepszą partię sezonu — wraca do Londynu po wielu latach tułaczki po świecie i na wstępie oświadcza wszem i wobec, że przenigdy się nie ożeni, a o dzieciach nie chce nawet słyszeć.

— Czy chce pani w ogóle zawrzeć związek małżeński?
— No oczywiście — odparła z wyrazem szczerego zaskoczenia. — Czy nie tego chcą wszyscy?
— Ja nie.
— Tak się panu tylko wydaje. Wszyscy mężczyźni tak myślą. Ale pan się ożeni.
— Nie — odrzekł stanowczo. — Nigdy. (cyt. Mój Książę J. Quinn)

Z uporem zapewnia — kpiąc z przerażonych kawalerów Bridgertonów — że niestraszne mu panny na wydaniu ani ich zdeterminowane matki… jednak już po pierwszym balu u lady Danbury przegrywa rykoszetem i zaczyna wątpić w swoje siły.

Z pannami jeszcze jakoś sobie radzi, jednak jeśli chodzi o matki młodych dam, tu żadna strategia, nawet wojenna, nie działa.

A na domiar złego Simon, wbrew wszystkim swoim zasadom, zaczyna pożądać Daphne. I to tak bardzo, że aż go ściska w dołku. Co jest szczególnie irytujące, bo Daphne nie tylko chce męża, ale marzy też o gromadce dzieci.

Czyli dokładnie o tym, od czego Simon ucieka jak od zarazy.

Daphne ma przed sobą kolejny sezon i jeśli tym razem nie upoluje męża, zamęczy ją albo matka, albo socjeta. A może jedno i drugie?

Simon wpada więc na plan szalony, a w teorii — doskonały.
On nie chce ślubu. Ona potrzebuje mężczyzny u boku, by inni zaczęli patrzeć na nią z zazdrością i pożądaniem. Nikt nie nadaje się do tego lepiej niż książę — przystojny, wpływowy, najlepsza partia sezonu i, co najważniejsze, bezpieczny. Ale czy, aby na pewno?

Zawierają więc sojusz: ona będzie jego tarczą, on jej magnesem. Bo to sama rozkosz dla zalotnika odbić księciu taką piękność.

Idealnie zgrani, równie przebiegli i inteligentni, dopracowują plan w najdrobniejszych szczegółach.

Zapominają tylko o jednym. Miłość nie lubi, gdy się z niej kpi.

Bohaterowie, których nie da się nie polubić

Największą siłą książki są postacie.

Daphne nie jest mdłą bohaterką czekającą na ratunek — ma charakter, poczucie humoru i zaskakująco zdrowe podejście do życia.

Simon to klasyczny bohater romansu: z traumą, trudną przeszłością i talentem do autodestrukcji, który uważa, że nie może być szczęśliwy, bo musi ukarać ojca.

Mój książę to lekka historia skupiona na rodzącej się relacji dwojga bohaterów. Nie brakuje tu zabawnych, romantycznych i dramatycznych zwrotów akcji, okraszonych nutą pikantnych, erotycznych scen.

Jego dłonie wbijały się w miękką krągłość jej pośladków, przyciągając ją wciąż bliżej, pozwalając, aby poczuła twardy dowód pożądania. — Nigdy nie sądziłem… Nie marzyłem…

Ale to było kłamstwo. Marzył. Marzył ze wszystkimi wyrazistymi szczegółami. Lecz to było niczym w porównaniu z rzeczywistością. (cyt. Mój Książę J. Quinn)

Dialogi są błyskotliwe, pełne sarkazmu i napięcia, które aż iskrzy między wersami.

To opowieść o balach, piknikach, pojedynkach i czasach, w których małżeństwo było naturalnym obowiązkiem.

A do tego dochodzi rodzina Bridgertonów — głośna, wścibska, kochająca i absolutnie kradnąca sceny — oraz pani Whistledown ze swoją Kroniką Towarzyską.

Klimat: herbata, bale i erotyczny chaos

Książka Mój książę różni się od serialu, więc jeśli „The Bridgerton” przypadli ci do gustu, powieść po porostu cię pochłonie.

Julia Quinn pisze lekko, dowcipnie i bez nadęcia — nie próbuje udawać Jane Austen, ale wyraźnie puszcza do niej oko.

To nie jest wielka literatura, ale autorka doskonale wie jaką historię, chce nam opowiedzieć. To ma być inteligentna, zabawna historia miłosna z odważnym romansem.

Podsumowanie

Mój książę to idealna książka na poprawę humoru — lekka, romantyczna, z błyskotliwymi dialogami i bohaterami, których chce się śledzić dalej. To romans sprytny, nieprzesłodzony i świadomy własnych konwencji.

Polecam, jeśli:

✔ lubisz romanse historyczne z humorem
✔ cenisz chemię i dialogi
✔ masz ochotę na historię, która nie udaje, że miłość to prosta sprawa

Nie polecam, jeśli:

✖ szukasz mroku, tragedii i krwi (tu najwyżej złamane serce i urażona duma)
✖ oczekujesz zawrotnego tempa akcji — emocje budują się tu powoli, ale skutecznie

Krótko mówiąc: Mój książę to dowód na to, że udawany romans niemal zawsze kończy się prawdziwą miłością.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *